- Oszalałaś! - krzyknęłam.
- No właśnie nie! - zaprzeczyła. - Mówię prawdę, sama się dzisiaj o tym przekonasz.
Popatrzyłam na Ronnie jak na wariatkę. Ona mówiła serio? Mam nadzieję, że to jej kolejny głupi i nieudany żart. W każdym razie nie pierwszy... i nie ostatni.
Zza czerwonych okularów uważnie, z zniecierpliwieniem obserwowały mnie jej poważne, zielonobrązowe oczy.
- Daj spokój. - westchnęłam.
- Anabell! - jęknęła. Gdy ruszyłam korytarzem prawie słyszałam jak zgrzyta zębami z irytacji. - Zaczekaj no!
- Wybacz Ronnie, ale śpieszę się na trening, zapomniałaś? Mam go codziennie po szkole. - wskazałam godzinę na wyświetlaczu mojego telefonu. - Chyba że chcesz iść ze mną na trening... Ronnie? Nie, no co ty... żartujesz?
Patrzyła się na mnie z błyskiem w oku i tą zawziętością, której nigdy nie potrafiłam ugasić.
- Anabell, jak ty mnie dobrze znasz... I wiesz co ci powiem...
- Stop. Stop. Stop.
- O co chodzi?
- Ty nigdy nie chodzisz ze mną na treningi. - wyrzuciłam z siebie. - Dlaczego tym razem miało by być inaczej?
- Bo, Anabell... - zaczęła dobierać słowa.
- Ronnie. Mów. - naciskałam.
- Jeśli się nie pośpieszymy to trenerka Ann skopie ci tyłek.
- Co? O czym ty... Spóźnimy się! - chwyciłam swoją torbę, rękę Ronnie i popędziłyśmy korytarzem na trening czirliderek na którym Ronnie miała być widzem.
***
Gdy wbiegłam do szatni -już sama, bez Ronnie bo ona poszła na trybuny w sali gimnastycznej- mogłam z ulgą odetchnąć. Dziewczyny z drużyny dopiero zaczęły się przebierać. Czyli przez jakieś piętnaście minut. Podczas treningów w ciągu tygodnia każda z nas nosiła inny strój. Dowolny. Dziś był jeden z tych dni, gdzie każda z nas miała czarne spodenki z czerwonymi paskami po bokach i czarnym T-shirtem z logiem -ognistym fenixem- naszej szkoły na plecach i numerkiem jednego z zawodników z przodu.
- Hej, Raven. Tu jest damska szatnia. Zapomniałeś? - zapytała z przekąsem Angelina.
- Jestem jedną z was. Zapomniałaś? - chwycił jeden z pomponów i pomachał nim wesoło naśladując trenerkę Ann. - Ana, możemy pogadać?
- Tak. Jasne. - zawiązałam szybko tenisówki i poszłam z Ravenem.
Zatrzymał się między szatnią chłopaków a korytarzem dzielącym nas od sali. Byliśmy sami.
- Jeśli chodzi o tamten wieczór, chce żebyś wiedziała...
- Raven, wszystko gra. Jassie i Tom mi wszystko wytłumaczyli. Warto mieć takich kumpli. - nie lubiłam kłamać. Ale teraz wymagała tego sytuacja.
- A, no to dobrze. - zmierzwił swoje włosy. - Przepraszam Ana.
Przytulił mnie, a ja już sama nie byłam pewna co on takiego zrobił.
- I Ana... - w korytarzu pojawiła się Ronnie.
Automatycznie odsunęłam się od Ravena, który spojrzał na mnie pytająco.
- Tak?
- Anabell, musze ci.. coś pokazać. - wskazała za siebie kciukami.
- Pewnie. - i rzuciłam do Ravena. - Pogadamy później.
Szłyśmy korytarzem szybkim krokiem. Nie wiedziałam dokąd Ronnie chce mnie zaprowadzić, przez całą drogę nie odezwałą się słowem. Nie wytrzymałam tego.
- Ronnie - złapałam ją za ramię - gdzie i co chcesz mi pokazać?
- Nie coś - odwróciła się z błyskiem w oku - tylko kogoś i wskazała na drzwi od pokoju nauczycielskiego.
- Co? - zapytałam zdziwiona.
Drzwi uchyliły się i z nich wyszedł młody, przystojny mężczyzna. Wysoki, o białych jak papier włosach, szarych oczach i jasnej karnacji. Ubrany był w czarną koszulę, która opinała się na jego dobrze rzeźbionych mięśniach, i dopasowane dżinsowe spodnie. Rozmawiał z trenerką Ann.
- Dziękuje panu bardzo. - powiedziała rozpromieniona.
- To nic wielkiego wyświadczyć pani drobną przysługę.
- Przynajmniej się czegoś nauczą, ale oni są.. strasznie trudni. - zmartwiła się.
- Nie takich się trenowało. - i spojrzał w naszą stronę. Uniusł lekko brwi.
- Ronnie! Ana! - krzyknęła trenerka. - Co wy tu robicie do licha?
- No my... - zaczęłam się jąkać, ale Ronnie zabrała głos.
- Przyszłyśmy po panią, bo cała drużyna sie przebrała.
- No dobrze.. - spojrzała na młodego mężczyznę obok siebie. - Gabrielu?
- Oczywiście. - a jego oczy rozbłysły przebiegłością.
***
Teraz doskonale wiedziałam co miał na myśli mówiąc "nie takich się trenowało".
Własnie przebiegaliśmy dziesiąte kółko.
Nigdy nie pomyślałabym, aż do teraz, że nasze szkolne boisko może być tak ogromne.
Nowy trener -nijaki Gabriel- wyciskał z nas siódme poty. Najpierw rozgrzewka w postaci męskich pompek, a teraz to - bieganie. Mimo tego i tak się nim fascynowałam. I byłam ciekawa kim jest ów nowy, tajemniczy nauczyciel.
Gwizdek.
Wszystkie, jęcząc i praktycznie się czołgając, pokierowałyśmy się w stronę trenerki i trenera, czyli nowego kata - tylko i wyłącznie; a raczej na wyłączność; - czirliderek.
Z miny trenerki Ann mogłam wywnioskować, że jest z niego zadowolona. Jej nigdy nie udało by się nas zmusić do biegu - nawet jeśli groziłaby naganą, znalazła by się taka na tyle wystarczająco wyszczekana dziewczyna z drużyny, aby ochłodzić naszą trenerkę i wrócić do wykonywania układu.
- Świetnie dziewczyny! - powiedział, i spojrzał na nas wszystkie wzrokiem szaleńca. - Widzę, że jesteście w świetnej kondycji.
- Nie damy już rady... - wydyszałam, kładąc się na trawie.
- Jak to ? - udał zmartwienie. - A co z przećwiczeniem nowego układu?
- Mamy go przećwiczyć, TERAZ?! - dobiegł z tyłu głos jednej z czirliderek.
- W końcu ta rozgrzewka nie była ot tak. Od dziś, przed każdym treningiem, będzie własnie taka rozgrzewka - zagrzmiał, i zagwizdał w gwizdek.
Po treningu, wszystkie wzięłyśmy prysznic. Byłyśmy tak zmęczone, że śmiałam twierdzić, że jutro żadna z nas nie pojawi się w szkole. A co dopiero na treningu.
Właśnie wychodziłam ze szkoły, gdy ujrzałam opierającego się profesora Gabriela o szkolny budynek. Starałam się ukryć zakłopotanie, więc starałam się nie patrzeć na niego, tylko przed siebie.
- To ty jesteś kapitanem drużyny? Anabell? - zapytał.
Zatrzymałam się, i odwróciłam w stronę profesora.
- Tak. - odpowiedziałam.
- Dobrze trafiły. Potrafisz je zmotywować, co dobrze świadczy o kapitanie, tylko... - zamyślił się - nie wykorzystujesz tego w 100%. Potrafisz je zmotywować, ale nie za bardzo.
- Wydaje mi się, że pana nie rozumiem...
Przestał się opierać i ruszył w moim kierunku.
Stanął na przeciw mnie.
- Doskonale wiesz o co chodzi, Anabell. Jeśli macie wygrać te mistrzostwa, to TY musisz się przyłożyć! - wpatrywał się we mnie kamiennym spojrzeniem - Musisz pokazać im, że dacie radę. - pochylił się i wyszeptał: Wygracie to. - po czym odszedł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz